środa, 29 września 2010

25/09-26/09

25/09/2010
Poranek byl znacznie lzejszy niz sobie to wieczorem wyobrazalem. Zimny prysznic I mocna herbata pozwolily mi zapomniec o wczorajszym dniu. Po malym sniadaniu, spakowalismy sie I ruszylismy w strone metra. Tibilisi w tej chwili posiada dwie linie metra I wlasnie konczy budowe pierwszej czesci trzeciej linii. Miasto jest mniejsze niz Warszawa, I w 70% wyglada jak stare dzielnice wroclawia po trzesieniu ziemi. Niestety wojna (a raczej wojny) zniszczyly je mocno. Ciezko jest jest uwierzyc ze w tym kraju ostatnia wojna skonczyla sie w zeszlym roku. Siedzi sie w kawiarni, do okola pelno usmiechnietych ludzi a jeszcze pare lat temu ci sami ludzie brali tu udzial w walkach.
Ruchome schody w metrze robia wrazenie. Moze nie sa najnowsze, ale jedzie sie nimi ponad minute. Metro jest naprawde, bardzo gleboko pod ziemia. Mysle ze stacje sa zaprojektowane jako schrony dla ludnosci cywilnej w razie wojny atmowej.
Przejechalismy dwie stacje I wysiedlismy w poszukiwaniu marszrutki. Marszrutke znalezlismy dosyc szybko, teraz trzeba bylo tylko poczekac az znajdzie sie tyle chetnych by mogla ona ruszyc. Gdzies po godzinie, udalo sie zebrac komplet. Jechalismy w gory. Trase 140km pokonalismy w niecale 4 godziny. Moze w gruzji maja wiecej linii metra niz w polsce, ale drogi zdecydowanie naleza do ciekawych atrakacji. Kawalki asfaltu, wylaniajace sie z dziur, zawsze zaskakuja kierowce. Musze tez przyznac ze poznalem zupelnie nowa metode oszczedzania paliwa. Gruzja jest cala bardzo gorzysta. Kierowcy wiec korzystaja z tego w 100%. Gdy tylko wtocza sie na szczyt wylaczaja silnik I zjezdzaja. Nikomu nie przeszkadza brak kontroli nad torem jazdy (nie dziala wspomaganie kierownicy), ani brak mozliwosci zatrzymania sie (brak wspomagania hamulcow). I zeby nie bylo, gdy zblizalismy sie do innego samochodu, kierowca czekal do ostatniego momentu (albo I chwile dluzej), z wlaczeniem silnika I nacisnieciem hamulca. Nasz kierowca naprawde wkladal serce w jazde samochodem. Dwa razy zatrzymywal inne samochody ktore nie chcialy zjechac przed nami, po czym wyzywal kierowcow tych pojazdow, za kazdym razem kolo 10 minut. Bylem pewien ze w indiach jezdza zle, ale przekonalem sie ze dopiero w gruzji dzieki zwyklej przejzadzce moge byc przez 4 godziny naladowany adrenalina.
Na miejscu zjedlismy zupe, szaszlyk, ichniejsze pieczywo (chaciapuri) I ichniejsze pierozki (znacznie wieksze, z miesem I rosolem w srodku). Po takim jedzeniu naprawde ciezko jest wstac od stolu. Obok nas w knajpie przygotowywana byla wieksza impreza. Okazalo sie ze to 60 urodziny pewnego gruzina. jego corka oczywiscie zaprosila na ta impreze. niestety nie mielismy juz sily. znalezlismy swietne miejsce do spania, porozmawialismy przy winie z naszym gospodarzem o stosunkach polsko rosyjsko gruzinskich I poszlismy spac .
26/09/2010
Nasz gospodarz bardzo sie nami zajal. Zorganizowal nam samochod I pojechalismy do malego kosciola ktory powstal w polowie 17 wieku. Jak na gruzje nie jest to zaden wiekszy zabytek. ale w tym samym miejscu byly rozne budowle od 4 wieku naszej ery. Byly to roznego typu swiatynie I przyswiatynne szkoly. W wielu miejscach w ziemi byly wkopane amfory mogace pomiescic tak na oko 500 litrow wina. Tu takze uczyli sie jak robic wino.
Potem wrocilismy na chwile do naszego gospodarza I wzielismy jego znajomego by dalej z nim zwiedzac. Jego znajomy jest murzynem z USA I studiuje dzienikarstwo na Ukrainie. Byl juz wiele razy w gruzji. Od paru lat robi zdjecia mieszanym rodzina na terenie bylego zwiazku radzieckiego. Dzien wczesniej byl w Tibilisi gdzie robil zdjecia nigeryjczykowi ktory ozenil sie z gruzinka.
Dotarlismy do jakiego muzum pisarza (Nudy), a potem do fabryki wina (nie nudy). Robia swietne biale wino. Bardzo lekkie I przejrzyste, jednoczesnie o ciekawym smaku. Do zwiedzenia byl takze stary budynek fabryki win. Sam budynek dosyc duzy, ale niezbyt ciekawy. Natomiast piwnice robily niesamowite wrazanie swoimi rozmiarami. Niestety wszystko zostalo wykradzione podczas ktorejs z wojen.
Wrocilismy do siebie poznym poludniem, ja na chwile przylozylem glowe do poduszki a tata z gospodarzem dzielnie walczyli z dzbankami wina I dyskutowali o polityce. Gdy obudzilem sie gospodarz juz byl w takim stanie ze koniecznie chcial nam cos powiedziec (moi drug! ja hatiel by wam skazac ocen wazna rzecz). Ale nie udalo mu sie nic wyartykulowac. Bywa. Dzien zakonczylem czytaniem ksiazki I pisaniem do was.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz